• Zaloguj Zarejestruj

    Zdobywaj KD

    Odbieraj nagrody

    Społeczność

    Jak to działa

    Oceń artykuł "W to się grało - Ratchet: Gladiator"

    (4.5/5) 2 oceny
    Kappakoi, 18 lutego 2017 15:51

    W to się grało - Ratchet: Gladiator

    W roku 1990 do salonów gier zagościła gra „Smash TV”. Połączenie gry twin-stick shooter z Bullet Hellem, w którym gracz walczył nie tylko o życie, ale i o nagrodę w teleturnieju przypominającym te, które sprawdzały bardziej oceny z w-fu, niż ze wszystkich innych przedmiotów, a z których polscy widzowie mogą pamiętać na przykład „Wipeout – Wymiatacze” lub „Hole in the Wall”. 12 lat później na konsolę PS2 ukazała się gra „Ratchet & Clank”. Pomysłowa kolorowa mieszanka TPSa, platformówki i RPGa. Wcielając się w futrzanego kosmitę gracz przemierzał galaktykę w poszukiwaniu złoczyńcy niszczącego planety. Do obrony służył mu wymyślny arsenał broni. Od klasycznych, jak miotacz ognia, po naprawdę dziwaczne, jak promień zmieniający wrogów w kurczaki. Taki „Mass Effect” w wersji dla sześciolatków. Nie bez powodu zestawiam tu te dwa tytuły, gdyż Ratchet: Gladiator to połączenie tych dwóch tytułów.

    Akcja czwartej części cyklu toczy się w odległym roku 5357. Ratchet dostaje się w pułapkę Gleemana Poxa – milionera, speca od marketingu i właściciela sieci telewizyjnej Pox (nie mylić z siecią telewizyjną Fox). Oczywiście robi w grze za villana. Protagonista zostaje przetransportowany na stację kosmiczną w bliżej nieokreślonym miejscu w galaktyce, a następnie zmuszony do wzięcia udziału teleturnieju „Strefa Mroku” będącym wariacją walk gladiatorów z różnymi szalonymi zasadami. „Igrzyska Śmierci” w kosmosie.

    Nie jednak fabuła się liczy, a rozgrywka. Tu na każdym poziomie mamy do wykonania jakiś inny cel. Będziemy więc na przykład wspinać się po wysokiej wieży, przeprowadzać atak na kopalnię, lub szukać ukrytej kapsuły ratunkowej. A to jedynie na planetach (bo miejsce akcji nie ogranicza się do stacji kosmicznej Poxa. Gdy jednak przeniesiemy się na arenę w większości przypadków będziemy się mierzyć z wyzwaniami typu „Zabij x wrogów nie dając się zabić” lub „Zabij x wrogów przed upływem czasu” lub „Przetrwaj x czasu nieprzerwanego zmasowanego ataku”. Nawet te jednak nie nużą, jako, iż za każdym razem zasady delikatnie, bądź potwornie się zmieniają. W jednym na przykład możemy tylko rozstawiać miny, w innym każdy frag przyspiesza akcję na ekranie, w jeszcze innym ktoś napierdział przed walką na pole bitwy i z każdą sekundą tracimy zdrowie i tak dalej. Łowcy wyzwań ucieszą się zapewne, że po ukończeniu gry odblokowujemy nowy poziom trudności (tylko dla twardzieli) oraz nowy tryb gry, w którym rozpoczynamy całą kampanię od nowa, ale zachowujemy zdobyte przedmioty i doświadczenie.

    Fani serii z pewnością wiedzą (a inni właśnie się dowiedzą), że w grze takiej, jak „Ratchet & Clank” nie chodzi tylko o rozgrywkę, ale też o arsenał. Na start dostajemy dwie bronie palne i jedną awaryjną broń białą na wypadek braku amunicji w gnatach. Wraz z postępem kampanii możemy jednak odblokować aż 11 broni. Bronią białą jest klucz o nazwie OmniWrench. Skuteczny przeciw malusim wrogom, średnio skuteczny przeciw wszystkim innym. Dual Vipers to dwa pistolety strzelające w tempie karabinu maszynowego, mieszczące nawet 200 rykoszetujących pocisków, ale zadające mało obrażeń. Magma Cannon to strzelba rozrzucająca odłamki gorących skał. B6-Obliberator to rękawica rzucająca na odległość granatami zadającymi obrażenia obszarowe. Jeżeli chcemy uzyskać podobny efekt ale w innej formie z pomocą przychodzi ulubieniec początkujących graczy – Arbiter. Strzela on rakietami zadającymi gigantyczne obrażenia obszarowe, ale mieści takich tylko kilka. Fusion Rifle to futurystyczny odpowiednik snajperki. Scorpion Flail jest energetycznym biczem. Hunter Mine Launcher jest bardzo przydatny w grach multiplayer (o nich później). Strzał z niego zostawia na ziemi minę, która później zaczyna zbliżać się do wroga, ale może zostać zestrzelona inną bronią. Holoshield Launcher zostawia tarczę przepuszczającą tylko nasze pociski i raniącą dotykających jej wrogów. Mini Turret Launcher pozwala na zabawę w Boba budowniczego. Zostawia na ziemi wieżyczkę, która następnie sama strzela do naszych wrogów. Najpotężniejszą bronią jest jednak Harbringer. Wystrzeliwuje na ziemię nadajnik, który nie rani wrogów, ale sprowadza na ziemię deszcz meteorytów natychmiast zabijający wszystkich niebossowych wrogów w jego zasięgu. Dodatkowo każda z broni leveluje. Dzięki temu w miarę korzystania z nich ulepszamy ich siłę ognia, magazynki, szybkostrzelność, a finalnie pozwoli nam to nawet strzelać tęczą. A na tym nie koniec, gdyż przyjdzie nam również pokierować motorem z doczepionymi karabinami, jeepem przerobionym na czołg, myśliwcem bojowym oraz pająko-mechem. Narzędzi do siania mozdu tyle, że można nimi wyposażyć niewielki oddział żołnierzy.

    Grafika natomiast to moim zdaniem jedne z najlepszych widoków, jakie potrafi wygenerować PS2. Zarówno ogólne wizualna, jak i krajobrazy. Gdyby nie tempo akcji byłoby na czym zawiesić oko. Świetne wrażenie robi też muzyka Davida Bergeauta.Gdy ją słyszysz dobrze wiesz, że teraz zacznie się akcja. Przy następnym nudnym zajęciu polecam puścić w tle utwór z poziomu „Grist for the Mill” lub „Valley of Hero”. Od razu praca będzie przyjemniejsza.

    Na koniec zostawiłem tryb multiplayer w dwóch odsłonach. Co-op to kampania dla dwóch graczy. Ta jednak umożliwia korzystanie z tej samej broni tylko jednej osobie i daje nam gadżety do rozwiązywania zagadek (bo przestają rozwiązywać się same). Zmusza to do współpracy obu gladiatorów i zwiększa delikatnie poziom trudności. Na szczęście jeżeli zginie tylko jeden z grających, to po kilku sekundach się odradza, a grę kończą jedynie dwa trupy w tym samym czasie. Rywalizacja natomiast to mecze gladiatorskie rozgrywane pomiędzy graczami. Do wyboru mamy Deathmatch, Capture The Flag, Króla Wzgórza i dwa bardziej niestandardowe tryby gry. Conquest to pojedynek na punkty kontrolne. Każdy taki zajęty przez nas generuje co jakiś czas pewną liczbę punktów. Wygrywa pierwsza drużyna, która osiągnie pewien wynik. Juggernaut natomiast to bardzo ciekawy tryb, ale nie nadaje się do gry tylko w dwóch graczy. Jeden z graczy zostaje tytułowym Juggernautem. Ma on wszystkie bronie na poziomie drugim (maksymalny w multiplayerze) i powoli regenerowane zdrowie. Wszyscy gracze starają się zabić go określoną ilość razy, zanim ten zabije ich określoną ilość razy. Problemem multiplayera jest jednak niemożliwość grania z botami. Był co prawda tryb sieciowy, ale nie obsługiwał kampanii, a jego serwery zostały wyłączone w roku 2012.

    Podsumowując Ratchet: Gladiator nie jest może najlepszym przedstawicielem cyklu, ale będzie idealnym prezentem dla posiadacza konsoli PS2. Lub ze względu na reedycję HD do pobrania z PS Store również PS3. Szczególnie, jeśli ma pod ręką kilku przyjaciół. Wielka szkoda, że show, jakim była „Strefa Mroku” został zawieszony po pierwszym pilotażowym sezonie.

    Plusy

    -Kampania na 14 godzin

    -Zróżnicowane poziomy

    -Grafika

    -Krajobrazy

    -Arsenał

    -Klimat

    -Humor

    -Multiplayer…

    Minusy

    -…, który nie obsługuje botów

    -Niektóre trudniejsze poziomy stają się uciążliwe po pewnym czasie

    Oceń artykuł W to się grało - Ratchet: Gladiator

    (4.5/5) 2 oceny

    Komentarze

    Ten artykuł jeszcze nie ma komentarzy.