• Zaloguj Zarejestruj

    Zdobywaj KD

    Odbieraj nagrody

    Społeczność

    Jak to działa

    Oceń artykuł "Top 9 najlepszych Japońskich serii gier na rynku- rozszerzenie"

    (4.8/5) 5 ocen
    SDMGeh, 12 kwietnia 2018 18:51

    Top 9 najlepszych Japońskich serii gier na rynku- rozszerzenie

    Parę dni temu wypisałem 9 najlepszych serii gier powstałych w Kraju Wschodzącego Słońca, na liście zamieściłem m.in Metal Gear, Yakuzę czy Fatal Frame (cały artykuł dostępny na moim profilu), jednak pomimo tego ciągle mam niedosyt i chęć wpajania innym, że gry powstałe na Wyspie(Kraju) Kwitnących Wiśni nie są takie złe, jak głosi stereotyp. Skoro spora część produkcji tam powstałych przypadła do gusty człowiekowi hejtującemu chińskie bajki i Oddział 731 w każdej możliwej formie, to coś znaczy.

    9- Seria Gran Turismo

    O Gran Turismo nie potrafię wiele napisać. To jak z opowiadaniem o dawnej kochance. Z tą serią symulacyjnych gier wyścigowych miałem do czynienia tylko na Playstation 3, gdy razem z kumplami cisnęliśmy ostro w GT5, a parę lat później GT6. Jednakże, odbiłem się od najnowszego Gran Turismo Sports. A najlepsze jest to, że nie potrafię jednoznacznie określić, dlaczego. Po paru wyścigach uznałem, że to już nie to samo i poszedłem wymienić grę.

    8- Seria Monster Hunter

    Seria ma swoje korzenie jeszcze na konsoli Playstation 2. Cała seria ma wspólny fantastyczny świat zamieszkiwany przez ludzi i potwory, z którymi potyczki kończą się zależnie od posiadanego ekwipunku i umiejętności gracza. Grę od innych tego typu produkcji action RPG (z niewieloma elementami RPG o dziwo) odróżnia... brak fabuły. A przynajmniej ja nie zauważyłem nawet jej zalążka. W grze wykonujemy różne questy, które możemy podzielić na 6 grup (odsyłam na wikipedię, nie chce mi się tego tutaj przerzucać). Ale głównym zajęciem i tak jest polowanie na najróżniejsze monstra, nierzadko większe od gracza. Gra ma otwarty świat i parę zamkniętych lokacji, w których możemy pozbyć się niepotrzebnego złomu, czy po prostu odpocząć.

    7- Seria Kingdom Hearts

    Seria jRPG’owych gier osadzonych w crossoverowym świecie Disneya i Final Fantasy. Główne założenia historii są proste, jak drut- Sory musi w sobie odkryć tą moc, pokonać ciemność i uwolnoć przyjaciół. Na serię składają się dwie główne części (plus jedna zapowiedziana na E3 2013 na konsole Microsoftu i Sony, plotki głoszą, że premiera będzie w listopadzie tego roku). Pierwsza część zadebiutowała w marcu 2002r., z kolei sequel niespełna 4 lata później. We wszystkie części, łącznie ze spin-offami można zagrać w edycji „Kingdom Hearts HD 2.8: Final Chapter Prologue” zawierającej to wszystko. Jednak, nie spodziewajcie się, że zrozumiecie fabułę w 100% co to, to nie. I tak będziecie musieli lustrować Internet w poszukiwaniu najbardziej odpowiadającej wam teorii bądź wyjaśnienia, czego świadkami byliście.

    6- Seria Devil May Cry

    Któż nie zna białowłosego syna demona i anielicy, który pozbywa się diabłów i innych istot z piekła rodem za przysłowiowy mieszek o imieniu przypominającym jednego ze średniowiecznych poetów? Devil May Cry to niezwykły hack’n’slash z niezwykle rozbudowanym systemem walki będący typową... grą. Skaczemy, rozwiązujemy zagadki, zbieramy orby, walczymy z przeciwnikami, a po każdej misji dostajemy stosowną do naszych umiejętności ocenę (D-S). Pomimo tego, że na początku wspomniałem o Dante, głównym bohaterze, to gry pozwalają wcielić się w inne postacie z uniwersum i to nimi nieść zagładę. 5 część gry została pozbawiona numerku i nosi nazwę „DMC”, w niej siwe włosy Dantego zostają zamienione na ciemne, ale za to sama postać jest bardziej... luźna. O czym może świadczyć jedna ze scen, w której wita nieznajomą dziewczynę z... narzędziem pracy na wierzchu (całkowicie nagi, jeśli ktoś nie zrozumiał), oczywiście z czasem poważnieje, ale i tak jego charakterek może przypaść do gustu. Na zakończenie dodam jeszcze, że w przyszłym roku ma pojawić się kolejna część, tym razem już oznaczona numerkiem 5. Fabularnie ważniejsza część ma pokazać graczom „nową stronę” luzackiego pół demona, a sama produkcja może definitywnie zakończyć historię Synów Spardy.

    5- Seria Tekken

    Seria Tekken ma swoje początki jeszcze w 1994r, jeszcze, jako gra arcade, dopiero w późniejszym czasie mogła zaszczyć swoją obecnością konsole Sony, Microsoftu i komputery osobiste. Bez wątpienia, Tekken jest zaraz obok Mortal Kombat i Street Fightera jedną z najpopularniejszych serii bijatyk na świecie. W końcu, kto nie zna dwuwymiarowego mordobicia, w którym jedna ze stron może sterować kangurem czy pandą? Niezwykle prosty i intuicyjny system sterowania jest jedną z rzeczy, za którą gracze pokochali tą grę, a sama otoczka historia opowiada o toczącym się aktualnie światowym turnieju sponsorowanym przez złe corpo. Świetne przyjęcie gry spowodowało szybkie (już po roku) wypuszczenie kontynuacji (arcade), a dopiero niecały rok później pograć sobie na nim mogli też posiadacze Playstation.

    4- Seria Dead Rising

    Gdy producent wykonawczy Dead Rising 4 mówił, że na 10 rocznicę gry chcą wrócić do korzeni, od których lekko zaczęła odstawać 3 część (chociaż moim zdaniem to zrobiło grze dobrze), serca fanów przestały bić. Pierwsza odsłona gry o biciu żywych trupów (na czas) robionymi własnoręcznie wymyślnymi narzędziami lekko nawiązywała do drugiego filmu o tej tematyce George’a Romero (mowa tu o „Świcie żywych trupów”), pomimo umieszczenia na pudełku informacji, że podobieństwa są przypadkowe. „Zombie w centrum handlowym” po 4 latach zamieniły się w „Zombie w Fortune City”, by po niespełna 36 miesiącach przenieść się do jeszcze większego miasta (po szczegóły zapraszam na filmik Quaza, który świetnie opisuje wszystkie zagadnienia). A co z Dead Rising 4? Cóż... nie licząc Franka Westa (fotografa z pierwowzoru) nie widać żadnego powrotu do korzeni... Poza bryzgającą juchą, moim zdaniem, gra nie ma do zaoferowania nic ciekawego.

    3- Seria Resident Evil

    Kolejna japońska seria o zombie, w rodzimym kraju znana, jako Biohazard (poza częścią 7, która w podtytule ma już „Resident Evil”, a na zachodzie... cóż, idzie się domyślić). Rozgłos na świecie zdobywała przez lata nie tylko grami, lecz również mniej lub bardziej udanymi ekranizacjami zarówno aktorskimi jak i animowanymi i komiksami. I pomimo nazywania wszystkich części survival horrorami, tylko cztery z nich faktycznie można do takowych zaliczyć- pierwsze trzy plus siódemka, a straszyć, jako tako straszyła tylko jedynka.

    2- Seria Castlevania

    I tak oto zawędrowaliśmy do TOP 2. Seria Castlevania opowiada o zmaganiach (to coś więcej, ale brakuje mi słów) Rodu Belmontów z nie kim innym, jak samym Hrabią Draculą i jego bandą. Na przestrzeni dwóch i pół dekady gra doczekała się 40 części, oczywiście wliczając wszystkie spin- offy. Dlaczego tak uwielbiam Castlevanię? Bo to wyśmienite dark fantasy z genialnym tłem fabularnym nawiązującym do powieści „Dracula” autorstwa Brama Stokera, której jestem ogromnym fanem. Ostatnie części są typowymi action- RPG, w których zmagamy się z nadnaturalnymi istotami. W ramach ciekawostki warto również wspomnieć, że pierwsza produkcja z cyklu na zachodnim rynku nosiła nazwę Vampire Killer i swoją popularność zyskała dopiero, gdy producent zdecydował się ją wypuścić na tradycyjnych kartridżach zamiast rzadkich w latach ’80 FDS. Gra doczekała się również powieści graficznej i anime (które pomimo swojej niechęci do tego typu produkcji, jak już wcześniej wspominałem obejrzałem, niestety z polskim dubbingiem, co nawet nie spowodowało takich uszczerbków na psychice, jak się spodziewałem).


    1- Seria Ninja Gaiden

    Jeśli sądzisz, że Soulsy są trudne, powinieneś zagrać w Ninja Gaiden, grę, przy której nauczyłem się kilku nowych przekleństw, zrozumiałem, dlaczego nienawiść jest taka ważna w życiu i przez krótką chwilę całkiem poważnie myślałem nad lotem na Wyspę, Na Której Jest Albo Przynajmniej Było Więcej Samobójstw Niż Gdziekolwiek Indziej i wymuszenia od nich namiarów na testera gry, który pokazałby mi jak przejść ten etap i ubić to biegające dziadostwo.

    Do pierwszych dwóch odsłon (remake’ów oczywiście) powinny być dodawane gratis nowe pady albo przynajmniej jakieś bony zniżkowe, ponieważ jest niemal pewne, że Wasz aktualny pad nie dożyje końca tej gry. Ale dobra, rozgrywka.

    Gra jest typową przygodówką, w której ciachacie, niemalże wszystko, co stanie wam na drodze do upragnionej zemsty, kąpiecie się w hektolitrach wylanej krwi, a po pokonaniu bossa, z którym męczyliście się od wielu godzin, bierzecie trochę do słoika na pamiątkę tego zwycięstwa.

    Ponieważ w Ninja Gaiden macie satysfakcję z pokonania bossa większą, niż w innych grach. Dla przykładu- boss z jednego z pierwszych leveli (nie mini-boss a boss) stawał się w późniejszych etapach zwyczajnym przeciwnikiem (nie muszę dodawać, że dopakowanym?) z obstawią ninja rzucających jakieś eksplodujące badziewie. Ostatni checkpoint był 7 minut wcześniej.

    I tak poza rankingiem- Corpse Party

    Niewiele jest horrorów japońskich, które zdołały wejść na usta graczy na całym świecie. Silent Hill, Fatal Frame, (może) Forbidden Siren i... to by było na tyle. A szkoda, bo jest całkiem sporo dobrych produkcji, może nie AAA, co Indyków takich, jak Corpse Party.

    W grze poznamy historię grupy przyjaciół, którzy po przeprowadzeniu jakiegoś starożytnego rytuału budzą się w opuszczonej szkole i orientują się, że coś jest nie tak.

    Gra została zrobiona w RPG-Makerze a większa jej część to czytanie dialogów i notatek, ale... To buduje klimat. Opisy brutalnych rytuałów (wersja steam, brak animacji :/), atmosfera i ciągłe poczucie, że coś jest nie tak tworzą genialną otoczkę. A. Historia. Jest. Świetna. Spójna historia, w której niczego nie możesz być pewien, aż do końca (a i wtedy kwestionuj wszystko). Naprawdę, jeśli chcecie naprawdę ciekawej produkcji ze świetną fabułą a nie przeszkadza Ci taka strona wizualna- To nie zastanawiaj się i zabieraj się za Corpse Party!

    Nie wiem, czy jeszcze będą „rozszerzenia” do artykułu o japońskich produkcjach. Opisałem chyba wszystkie warte uwagi gry na ten moment, więc prędko coś takiego się nie pojawi. Może najwyżej recenzje poszczególnych tytułów. Pozostaje mi tylko zagwarantować Wam, że przy każdej z wyżej wymienionych produkcji (nawet Ninja Gaidenie) będziecie się świetnie bawić. Polecam gorąco :)

    Oceń artykuł Top 9 najlepszych Japońskich serii gier na rynku- rozszerzenie

    (4.8/5) 5 ocen

    Komentarze

    Spoko

    6 maja 2018 14:56
    0

    Przyznam szczerze ,że jak nie lubię gier w klimacie azjatyckim to tą Castelvanią mnie zainteresowałeś. Aż będę musiał zobaczyć jak to wygląda. Może nawet w to zagram :P Dzięki za artykuł i pomysł na spędzenie dnia, tygodnia albo dwóch hahahaha

    22 kwietnia 2018 09:20
    0

    Japonia, jak ja ją kocham! 😁

    24 kwietnia 2018 19:19
    0

    Fajny artykuł

    21 kwietnia 2018 09:57
    0

    Widzę że poszedłeś za ciosem ;) to dobrze, fajny artykuł. Cieszy mnie bardzo tematyka i ilość tytułów które zawarłeś ;)

    16 kwietnia 2018 12:18
    0

    Dobry materiał
    Pozdrawiam

    16 kwietnia 2018 13:10
    0