• Zaloguj Zarejestruj

    Zdobywaj KD

    Odbieraj nagrody

    Społeczność

    Jak to działa

    Oceń artykuł "Gry horror na przestrzeni lat- część 1/3"

    (4.67/5) 3 oceny
    SDMGeh, 26 kwietnia 2018 20:38

    Gry horror na przestrzeni lat- część 1/3

    Witajcie w pierwszej (z trzech) części artykułu o rozwoju gier z gatunku horror na przełomie lat. Dlaczego podzieliłem to na trzy części? Każda częśc będzie odpowiadała oddzielnemu… hmmm, stylowi straszenia? Pewnemu okresowi i trendom tego typu gier tamtych lat? Nie wiem. No cóż, w każdym razie, zapraszam do części pierwszej poświęconej początkom.

    Groza w sztuce towarzyszy ludzkości już od romantyzmu. Początkowana powieścią „Frankenstein” Mary Shelley i „Świtezianką” Adama Mickiewicza, przyciągały odbiorców już od początku. W miarę rozwoju, zaczęły pojawiać się inspirowane ludowymi wierzeniami twory pisemne (chociażby „Dracula” Brama Stokera czy mity o mackowatych bogach z kosmosu Howarda Phillipsa Lovecrafta, a aktualnie powieści Kinga), aż w końcu, po Wielkiej Wojnie (1WŚ), ludzie musieli przelać swój żal na coś trwałego. Powstały pierwsze filmy grozy („Nosferatu”, „Upiór w operze”) gatunek horror rozwija się po dziś dzień.


    W końcu, gdy gry wideo zostały ciepło przyjęte i stały się popularną formą rozrywki, ludzie szybko podłapali, że i tutaj można by wpleść elementy mające wywoływać strach u graczy na całym świecie. Za pierwszą grę survival horror uważa się „Resident Evil” (serię ciągnącą się nadal już od ponad dwóch dekad), lecz tak naprawdę protoplastą tego gatunku jest „Alone In the dark” (ostatnia wydana część jest sprzed 3 lat- 2015r.) z 1992. I o ile można się kłócić, czy tytuł faktycznie jest horrorem z krwi i kości to elementy survivalu są tu wyraźne; zbieranie amunicji do walki z ghulami, demonami czy innymi kurczakami zombie, leczenie odniesionych w starciach obrażeń itp. To wszystko podkreśla „piękna i klimatyczna’’ grafika idealnie powodująca napięcie… Nie no, gra ma otoczkę ohydną jak dwa dziady.


    Aż w końcu, w 1995r. został wydany faktyczny ojciec gier pozbawionych walki, w których gracz jest wystawiony na łaskę i niełaskę przeciwników. Grę w pełnej okazałości ujrzeli posiadacze SNESa, ówczesnego peceta czy pierwszego Playstation.  „Clock Tower: The First Fear”, bo o tej produkcji mowa, wyróżniała się na tle gier horror z tamtego okresu. W grze sterujemy Jennefer, adoptowaną dziewczyną, która niedługo po wejściu do nowego domu (tytułowej wieży zegarowej) zostaje odseparowana od opiekunki i koleżanek. Najlepsze jest to, że tytuł zawiera aż 9 zakończeń zależnych od bardzo wielu czynników- jakich przedmiotów użyjemy, kto przeżyje itd.


    Rok 1999 był niezwykłym i z pewnością wyjątkowym rokiem dla koneserów gier horror, a wszystko przez nową japońską produkcję o tajemniczym miasteczku, którego nazwa wołała już z okładki. Chodzi oczywiście o „Silent Hill’’ i tytułowe Ciche Wzgórze, które niecodzienny klimat i atmosferę zawdzięczały częściowo… niedociągnięciu platformy, na którą wyszła. Tak, niebezpieczna i gęsta mgła będąca nieoddzielnym elementem serii została do niej dodana tylko przez niedociągnięcia konsoli. W pierwszej odsłonie głównie poznawaliśmy makabryczną historię miasteczka i przyczyny wyludnienia, i chociaż pomimo, że dopiero druga i trzecia część postawiły graczy przed nieznanymi wcześniej i niezapomnianymi doznaniami i strachem, pierwsza część również jest genialna. Po części trzeciej zaś seria zaczęła lekko się przechylać i zmieniać (odsłony „SH: The Room”, „SH: Homecoming” itp.) ciągle porywały na wiele nocy (no, może poza „SH:Downpour”, która po prostu nie powinna powstać) i ciągle jako tako starszyły, może nie makabrycznością i postaciami rodem z koszmarów, lecz paroma innymi czynnikami.


    Możecie czuć się lekko znużeni moim ciągłym powtarzaniem tych samych tytułów w paru artykułach (zrobiłem recenzję „SH2” i wypisywałem najlepsze japońskie produkcje i w obu pojawiły się zarówno tytuł z poprzedniej pozycji, jak i następnej), lecz są one słowami klucz w tego typu tekstach i nie wspomnienie o nich byłoby po prostu… karygodne?


    Żeby lekko odmienić dotychczasowe artykuły, o produkcji z 2001 będę mówił amerykańską wersję jej nazwy… Mowa oczywiście o „PROJECT ZERO”, horrorze, który polecam przy każdej możliwej okazji i którego przejściem chwalę się jeszcze częściej. Dlaczego? Ponieważ to jedna z niewielu gier, która mnie złamała i spowodowała głupawą trzęsiawkę przypominającą reakcje krzykliwych jutuberów na marne jump scenki.Japońskie widma, japoński klimat, który można śmiało ciąć nożem, japońska gęsta atmosfera grozy towarzyszą nam od początku do końca (nie licząc części 5, która dla wielu fanów- w tym i dla mnie- po prostu nie istnieje) będą jeszcze przez wiele godzin powodować u nas niepokój i odruchowe chwycenie najbliższej maszyny rejestrującej w celu pozbycia się złego ducha.

    Wracając jeszcze na chwilę do tematu wampirów poruszonego we wstępie:

    W 2003r. światło “nocne” ujrzała gra poświęcona tym istotom, mowa tu oczywiście o “Nosferatu: Wrath of Malachi”. W grze wcielamy się w mężczyznę zwalczającego różnego rodzaju dziwy w tytułowym zamku Malachi w celu uratowania swojej rodziny z rąk złego wampira (również tytułowego, taka ciekawostka). Gra czerpie inspiracje z dzieł Stokera czy starych filmów oraz wprowadza dość rzadko spotykane w tego typu grach rozwiązania, takie jak losowo generowane mapy czy odstraszanie przeciwników krucyfiksem. Gra jest typowym shooterem, w którym niemal cały czas strzelamy do koszmarnych istot.

    Tak swoją drogą warto również wspomnieć o dość podobnej grze (no, shooter w gęstej atmosferze grozy inspirujący się twórczością dawno już zmarłych pisarzy) z 2005r. Mowa tu oczywiście o “Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth”/ “Call of Cthulhu: Mroczne Zakątki Świata”, która również jest dość innowacyjną grą. Wprowadza system apteczek (leczenie trwa co prawda około minutę, ale przynajmniej w razie pościgu będziemy mogli opatrzyć rany :D świetne) czy celowanie bez celownika. Grę dostajemy co prawda od połowy gry, wcześniej jesteśmy zdani wyłącznie na swoje szczęście i umiejętności w ucieczce.


    No i to by było na tyle w tej części. W kolejnej zajmę się kolejną “epoką” w grach z gatunku horror.

    Oceń artykuł Gry horror na przestrzeni lat- część 1/3

    (4.67/5) 3 oceny

    Komentarze

    Nice Pompa Team

    6 maja 2018 18:39
    1

    hooroory ciekawe polecam nie mktóre

    11 maja 2018 18:21
    0

    Pamiętam były to czasy niesamowite w grach psx, pegasus, gdzie nie było komórek fb, i fajnie się żyło

    15 maja 2018 08:34
    0

    Spoko artykuł

    26 sierpnia 2019 23:44
    0

    Good

    21 maja 2018 21:31
    0

    ciekawy temat opis cudowny plus obrazki i zachowana estetyka

    1 maja 2018 11:51
    0

    Igihivj

    21 maja 2018 16:14
    0

    No fajny artykul widze po tytule ze ciekawa seria sie zaczyna :)

    16 maja 2018 06:59
    0

    Czekam na następny artykuł

    19 maja 2018 20:22
    0